|
Czy z Marszałkiem po drodze nam do metropolii? |
|
27.04.2009. |
Minione lata rządów marszałkowskich w woj. kujawsko-pomorskim udowodniły, że liczy się przede wszystkim interes Torunia. Faktu tego nie przysłaniają bałamutne przypowieści Marszałka o rzekomym „Zrównoważonym rozwoju województwa” czy dzieleniu środków w myśl „zasad zdrowego rozsądku i potrzeb regionu”. Taka polityka była wielokrotnie krytykowana przez regionalne media, jednak ostatnie miesiące dowodzą, że Marszałek nie wyciągnął z tego żadnych wniosków. Przeciwnie itensyfikuje swoją protroruńską politykę, nie licząć się już z opiniami płynącymi także z innych miast. Mimo obietnic, w wyścigu np. po dodatkowe środki, wygrywa zawsze Toruń. Często metodą zakulisowych działań. W tych dniach Marszałek triumfalnie doniósł, że na realizację kluczowych projektów z Regionalnego Programu Operacyjnego Toruń otrzyma 95,1 mln euro z unijnego programu rozwoju regionu a Bydgoszcz więcej, bo 116,3 mln euro. Biorąc pod uwagę potencjały ludnościowe i gospodarcze obydwu miast oznacza to prawie dwukrotnie większe nakłady na Toruń. W dodatku marszałkowskie preferencje sprzyjają tym dziedziniom, które decydują o awansie naukowym. Stąd UMK w Toruniu dostanie 30,7 mln euro dofinansowania na budowę iterdyscyplinarnego Centrum Nowoczesnych Technologii, Collegium Humanisticum, Wyższą Szkołę Filologii Hebrajskiej i Centrum Dialogu. A jak na tym tle prezentują się bydgoskie uczelnie? Uniwersytet Kazimierza Wielkiego jak na razie tylko marzy o Centrum Transferu Wiedzy w tym Collegium Novum z laboratoriami i salami wykładowymi, Uniwersyteckim Ośrodku Badawczym czy Centrum Integracji Społecznej. Projekt uczelni zniknął z listy resortu rozwoju regionalnego. UKW może liczyć jedynie na 10 mln euro na zbudowanie Biblioteki Głównej oraz Regionalne Centrum Sportu, Rekreacji i Rehabilitacji „Polonia”. Natomiast jedyna w regionie uczelnia techniczna, jaką jest Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy im. J. J. Śniadeckich w Bydgoszczy daremnie dobija się o środki na II etap rozbudowy Regionalnego Centrum Innowacyjności (jedyne z samorządowych centrów regionalnych z siedzibą w Bydgoszczy, pozostałe są w Toruniu). Marszałek bowiem wpadł na pomysł, że „prawdziwe” centrum powstanie opodal Torunia, skąd bliżej do UMK. Ba, zapowiada odwetowe kontrole na UTP w Bydgoszczy. Wydawałoby się, że na szczególne wsparcie zasługuje projekt budowy Europejskiego Parku Aktywnej Rehabilitacji przy Centrum Onkologii w Bydgoszczy, a więc jednego z najlepszych polskich szpitali obejmującego opieką wielu ciężko chorych mieszkańców regionu i Polski. Ale z Urzędu Marszałkowskiego napłynęła odpowiedź, że brakuje środków finansowych. Zrównoważony rozwój w żadnym wypadku nie może oznaczać ambicjonalnego dublowania obiektów kulturalnych, sportowych i naukowych. Tymczasem w Toruniu cały czas, nie bacząc na koszty, tworzy się konkurencyjne instytucje. Właśnie powstała Toruńska Orkiestra Symfoniczna, dla której teraz zbuduje się salę koncertową na Jordankach. A przecież kilkkadziesiąt kilometrów od Torunia są znakomite bydgoskie orkiestry Filharmonii Pomorskiej, Opery Nova, Akademii Muzycznej jedynej wyższej uczelni artystcznej w regionie a także Państwowego Zespołu Szkół Muzycznych, które mogą koncertować dla obydwu miast. I tak było w przeszłości. Jako ciekawostkę odnotujmy, że dziwnym zbiegiem okoliczności, toruńskie placówki kulturalne z końcem roku nie wykazują strat. Do Bydgoszczy przylgnęła nazwa miasta sportu z licznymi stadionami i Halą Widowiskowo-Sportową „Łuczniczka”. Ale Toruń na gwałt buduje konkurencyjne obiekty, zapowiada bardzo drogą halę sportową. Władze samorządowe w Toruniu organizują regionalne Forum Gospodarcze poza Bydgoszczą. Pierwsze odbyło się w Ciechocinku, drugie w Toruniu. Bydgoszcz jest na uboczu, a przecież to największy ośrodek gospodarczy województwa. Te fakty powinny dać wiele do myślenia wszystkim, którzy wciąż jeszcze wierzą w szczerość toruńskich intencji o współpracy z Bydgoszczą.
|