|
Z reguły nie reagujemy na ataki osób, które ponad prawdę przedkładają dworską służebność i prześcigają się w sięganiu po podwórkowe standardy polemiki polegające na gryzieniu po łydkach. Tym razem jednak robimy wyjątek. Głównie po to, aby wyprostować przekłamania i insynuacje. W toruńskich „Nowościach” w dniu 27 października 2009 roku ukazała się publikacja „Wół w mieście”. Jest ona dowodem nie tylko braku kompetencji, ale również przekroczenia granic dobrego smaku i ogólnie przyjętych zasad kultury. Przypomnijmy: mieszkańców Bydgoszczy wyprowadziła z równowagi dyktatorska postawa toruńskiego marszałka Piotra Całbeckiego, który nie pytając nikogo o zdanie, zwołał konsultacje w sprawie metropolii w Toruniu z pominięciem Bydgoszczy, największego ośrodka w regionie. Ba, padły głosy, o czym poinformowaliśmy na naszej stronie internetowej, aby je zbojkotować, a uwagi przekazać od razu do resortu rozwoju regionalnego. „Ikonka” pana marszałka- Marek Nienartowicz-zamiast zastanowić się nad przyczynami rozgoryczenia bydgoszczan, ruszył do prymitywnego ataku na Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy polegającego na naigrawaniu się z nazwy jednego z najbardziej szacownych bydgoskich stowarzyszeń. Dowiódł w ten sposób, że nie ma zielonego pojęcia na temat, o którym pisze. Nie zasięga informacji u źródła, jeśli wykluczyć marszałkowskie i polega na własnym przekonaniu. Pluje na Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy, najstarsze w Polsce stowarzyszenie miłośników miast powstałe zanim jeszcze ktokolwiek usłyszał o powołaniu Towarzystwa Miłośników Torunia. Pluje na bydgoszczan, którzy wszystkie swoje siły oddawali krzewieniu polskiego ducha, kultury i tradycji, a odbudowali Towarzystwo ze słowem „Miasta” nie dla leczenia kompleksów, ale ze względów czysto formalnych. Istnieją bowiem dwie miejscowości o nazwie Bydgoszcz. Drugą jest malutka wieś na Równinie Charzykowskiej w regionie Kaszub (woj. pomorskie, powiat bytowski, gmina Lipnica). Dlatego utrzymano taką nazwę naszego Stowarzyszeniu, która ani teraz, ani docelowo nie będzie budziła żadnych wątpliwości. Był to jednocześnie wyraz szacunku dla małego partnera. Dziś zaproponowana przed laty nazwa TMMB w potocznych rozmowach bydgoszczan odczytywana jest także coraz częściej jako Towarzystwo Miłośników Metropolii Bydgoskiej. Jakżeby inaczej, Nienartowicz od razu stawia naszemu stowarzyszeniu za niedościgły wzór Towarzystwo Miłośników Torunia, które „nie leczy kompleksów” podkreślaniem słowa „miasto”. I udowadnia megalomańsko, że wszyscy na całym świecie wiedzą, że Toruń jest miastem. A przecież w woj. lubelskim, pow. chełmski gmina Rejowiec Fabryczny znajduje się wieś o nazwie... Toruń. Ba, ale kto by tam w Toruniu chciał się przyznać do wsi. Niewykluczone, że niebawem wpłynie interpelacja do parlamentu o zlikwidowanie Torunia w Lubelskiem. Jak śmie używać takiej nazwy? Prawda w oczy kole. Kiedy więc brakuje argumentów Nienartowicz posługuje się manipulacją i oczernianiem. Pakuje do jednego worka każdego, w tym także TMMB, kto ośmieli się wystąpić w obronie słusznych praw Bydgoszczy, każdego kto podda krytyce błędne postępowanie toruńskiego urzędnika. Od razu trąbi, że są to „antytoruńskie wystąpienia”, „atak na Toruń” i „krytykowanie wszystkiego co toruńskie”. O merytorycznej dyskusji nie ma mowy. Więc najlepiej, żeby nasze Towarzystwo przestało „babrać się w jakichkolwiek atakach na sąsiednie miasto” (czytaj w jakiejkolwiek krytyce antybydgoskich decyzji toruńskich urzędników). Widać nie ma pojęcia o statutowych powinnościach naszego Stowarzyszenia. Podobnie jak o roli regionalistów we współczesnym świecie polegającej na budzeniu licznych inicjatyw kulturalnych i społecznych, upodmiotowieniu ludzi w swoich środowiskach oraz kreowaniu władzy sprzyjającej aspiracjom i oczekiwaniom społeczeństw regionalnych. Nienartowicz powtarzając myśli z zardzewiałym wytrychem wmawia ludziom, że w regionie dominuje Toruń, bo np. jest położony centralnie w województwie i mieści się w nim siedziba Urzędu Marszałkowskiego. Tu właśnie objawiają się w całej rozciągłości toruńskie kompleksy i zaściankowość, myślenie nie w kategoriach regionu, ale Torunia, które stawiają pod znakiem zapytania metropolitalne aspiracje tego miasta. Obłuda polega na tym, że kompleksy niektórych torunian przypisuje się Bydgoszczy, która jako największe miasto w regionie nie musi niczego udowadniać. Toruń „słońce naszego regionu” leży – jak dowodzi Nienartowicz – w geograficznym jego centrum. Od kiedy to położenie na mapie decyduje o randze miasta? Osobliwa teoria. W dodatku oparta na kłamstwie, bo geometryczny środek ciężkości naszego województwa znajduje się między Toruniem a Bydgoszczą. A Urząd Marszałkowski jest w Toruniu dzięki życzliwości Bydgoszczy rezygnującej z części swoich aspiracji w imię ratowania województwa i wskutek porozumienia zawartego w polskim parlemencie, a nie zasług samego Torunia. Jak na ironię, w cytowanym materiale Nienartowicz kpi z bydgoszczan, ktorzy zgodzili się na takie rozwiązanie, pisząc o „wole w mieście” Zupełnie nie pojmuję jak coś tak obraźliwego można było napisać w Toruniu, uniwersyteckim mieście, gdzie za moich czasów wykładali dbający o kulturę słowa znakomici profesorowie, m.in. Konrad Górski czy Artur Hutnikiewicz. Pamiętam też, że prof. Bronisław Nadolski czytając teksty gazetowe „piorunował na pismaków za ich niedbalstwo językowe”. Do nietaktu Nienartowicz dokłada jeszcze swoją niewiedzę. Używa powiedzeń i zwrotów, których kompletnie nie rozumie. Sytuację, dzięki której ponad 10 lat temu Bydgoszcz przystała na dwustołeczność ilustruje przysłowiem: „Bydgoski wół nie pamięta więc jak cielęciem był”. Jak sobie przypominam przysłowie brzmi: „Zapomniał wół, jak cielęciem był” i znaczy tyle co: „Wiek dojrzały nie ma zrozumienia dla wieku młodego”. Ot, takie sobie niechlujstewko językowe. Nienartowicz nie rozumie też znaczenia słowa hucpa. Pisze „To-Mi-To nie przyszło do głowy, by urządzać hucpy...”, a hucpa znaczy ni mniej ni więcej tylko: „bezczelność, arogancja”. No tak, ale Nienartowicz może urządzić mimo wszystko także hucpę. A tytuł proszę czytać: „Wół ze złotymi rogami w redakcji”.
|