|
Niebawem mają się odbyć w Toruniu konsultacje w sprawie metropolii w woj. kujawsko-pomorskim. O ich miejscu, nie pytając nikogo z Bydgoszczy to znaczy np. ani wojewody, ani prezydenta, zadecydował arbitralnie marszałek Piotr Całbecki zapraszając do Torunia Elżbietę Bieńkowską, Minister Rozwoju Regionalnego. Bez liczenia się z obowiązującą dwustołecznością województwa, bez liczenia się ze znacznie większym potencjałem demograficznym i gospodarczym Bydgoszczy, która jako jedyna spełnia w województwie wymogi metropolitalne. I to na etapie konsultacji, a co będzie dalej? W tych dniach toruński poseł Grzegorz Karpiński w swoim liście m.in. do mediów, napisał m.in. że „Toruń jest ośrodkiem regionalnym klasy A, a Bydgoszcz - klasy B. Oznacza to tyle, że mniejszy Toruń realizuje funkcje metropolitalne w większym stopniu niż sąsiednia Bydgoszczy”. Oczywiście jest to stwierdzenie nieprawdziwe, oparte na fałszywych przesłankach, ale to już jakby nie ma dla posła większego znaczenia. Liczą się nieukrywane ambicje na przejęcie steru w tej metropolii. Mamy znaleźć się w metropolii bydgosko-toruńskiej razem z Toruniem, znanym z mnożenia konfliktów z innymi miastami, choćby z Olsztynem. Miastem, które przy każdej okazji kwestionuje dominującą rolę Bydgoszczy jako największego ośrodka w regionie. I to wszystko pod dyktando toruńskiego marszałka, zdecydowanie nieprzychylnego naszemu miastu. Wraca więc pytanie o metropolię bydgoską ze stolicą w Bydgoszczy. Wielu bydgoszczan sugeruje, ażeby zbojkotować negocjacje w Toruniu. Jeżeli pojedziemy do Torunia będzie to znaczyło, że przyznajemy rację marszałkowi i toruńskiemu lobby i godzimy się na ich dyktat. .Jest pewna granica, której nie wolno przekroczyć ani marszałkowi w lekceważeniu Bydgoszczy, ani przedstawicielom Bydgoszczy w ustępstwach i ugodowej polityce sprzyjającej eskalacji toruńskich roszczeń. A głos Bydgoszczy może dotrzeć do Pani Minister bez pośrednictwa toruńskiego marszałka.
|